300 Grand Prix Rubinho | W ten weekend, podczas GP Belgii, Rubens Barrichello zostanie pierwszym zawodnikiem w historii Formuły 1, który wystartował w 300 Grand Prix. Mało kto mógłby uwierzyć, że taki rezultat jest w ogóle możliwy, jednak równa forma Brazylijczyka przez 16 lat i podpisywanie kontraktów z właściwymi zespołami dały mu szansę na rekord wszech czasów. Oto wywiad, w którym opowiada on o swoich trzystu wyścigach i tym jak upływające lata wpłynęły na jego motywację…
Jak się czujesz przed swoim 300 Grand Prix?
Rubens Barrichello: Wspaniale, to wielki honor ścigać się na Spa. Tor ten przyniósł mi moje pierwsze Pole Position. To co najbardziej mnie ujęło, to to, jak bardzo konkurencyjny jestem po 300 wyścigach. Myślę, że Riccardo Patrese przy swoim 256 GP zaczął tracić formę. Uważam, że mógł się on ścigać dłużej.
Czuję się silny. Byłem w Brazylii, pamiętam jak po pięciu latach w F1 miałem wrażenie, że wakacje nie są dość długie, chciałem więcej czasu. Teraz, nie wiedzieć czemu, jest inaczej. Już po tygodniu chciałem znów prowadzić. Sądzę, że moja żona jest przerażona, bo myśli, że będę się ścigał wiecznie.
Ktoś zwrócił uwagę, że jesteś blisko wystartowania w 1/3 wszystkich wyścigów Formuły 1.
Łał, to robi wrażenie. To będzie weekend właśnie takich sformułowań. Ktoś mi powiedział ‘będziesz gościem, który przejechał Eau Rouge więcej razy niż ktokolwiek inny’. To sprawia, że świetnie się czuję.
Jaki jest sekret twoich sukcesów?
Największym sekretem jest to, że nigdy nie przestaję lubić niepowodzeń, uśmiechasz się, gdy to się wydarza i wyciągasz z tego naukę. Musimy pokonywać trudności, uczyć się i stawać lepszymi. Każdego roku stawałem się lepszy jako człowiek i jako kierowca. Zawsze byłem ze sobą szczery. Kiedy popełniasz błąd to popełniasz błąd i to mówisz. Myślę, że zespoły to doceniają. Dlatego tak długo tutaj jestem.
Jesteś zaskoczony, że nadal masz apetyt na ściganie się?
To jest magia. Jestem zaskoczony, że podchodzę to tego weekendu z takim entuzjazmem. Nie jestem w stanie powiedzieć czemu tak jest. Przez te parę tygodni byłem w Brazylii, ale od poniedziałku wstawałem godzinę wcześniej, by poćwiczyć. Chciałem już mieć rytm dobowy taki jak w Europie.
Czy jesteś w stanie opowiedzieć o każdym z tych trzystu wyścigów?
Tak, o każdym. Mam dobrą pamięć. Najczęściej na wideo oglądałem moje wyścigi z Formuły Ford, Formuły 3 oraz Formuły 3000. Tylko w jednym czy w dwóch powiedziałem „hmmm, co się stało?”, w jednym z nich zepsuł się samochód i nie pamiętam co dokładnie. To mnie zasmuciło. Moja pamięć jest jednak całkiem dobra.
Wspomniałeś, że twoja żona niepokoi się, że będziesz się ścigał wiecznie. A ty?
Nigdy nie wspomniała, że chce bym skończył. Ale dzieci już na pewno myślą, że będę się ścigał zawsze. To będzie trudna decyzja, by zakończyć. Byłem bardzo uczciwy względem siebie, w dniu kiedy nie poczuję tej przyjemności z pokonywania zakrętów, to wtedy podejmę decyzję o wycofaniu ze ścigania.
Czy czegoś żałujesz?
Nie, nie żałuję niczego. To jest część samodoskonalenia. Mówisz, że ‘jeszcze nie wygrałeś mistrzostw’. Taaa, nie wygrałem. Ale nauczyłem się tak wiele i stawałem się coraz lepszy. Myślę, że stałe doskonalenie się jest ważne w życiu. Powodem dla którego jestem nadal taki szczęśliwy w Formule 1, jest to, że chcę zostać mistrzem świata. Ludzie myślą, że zwariowałem. Nikt też by nie przypuszczał, że Hondą z 2008 uda mi się wbić na podium, ale się udało. Musimy marzyć o niemożliwym i wtedy staje się to realne.
Tak więc nie żałuję niczego. Mówi się, że w Ferrari było mi źle… nieprawda, bo czułem się tam świetnie ze wszystkimi. Oczywiście, walczyłem, by być traktowanym tak samo i w dniu kiedy pomyślałem ‘Okay, nie dadzą mi równej pozycji’ , był dniem kiedy zacząłem szukać czegoś innego i dlatego opuściłem zespół. Jednak nawet wtedy, samochód był najlepszy w stawce. Miałem szansę wygrywać, nawet jeśli tam był Michael. W zespołach Jordana i Stewarta byłem w kompletnie innej pozycji, dało mi to mnóstwo zabawy i przyjemności, ale auta nie były w stanie zwyciężać. Więc nawet z Ferrari mam świetne wspomnienia.
Czy Michael przeprosił cię w ogóle za Węgry?
Tak, dzisiaj. Właśnie otrzymałem od niego wiadomość, nawet śmiesznie. To SMS. Ktoś mu powiedział o tym i miał wrażenie, że myślałem, że on mnie wpychał na ścianę. Powiedział, że nie chodziło o to i przeprosił. Okay.
Odpowiedziałeś?
Napisałem „Dziękuję, nie ma sprawy.” Życie płynie dalej.
Czy to pierwszy raz, kiedy cię przeprosił?
Nie pamiętam… SMS’em to chyba tak…
Przyjąłeś przeprosiny?
Tak, oczywiście. Odpisałem i życzyłem mu dobrego weekendu.
Czy kiedykolwiek był moment, że myślałeś o wycofaniu ze sportu?
Nigdy o tym nie myślałem. Zawsze pracowałem, by mój sen się spełnił i jeździć dalej. Najtrudniejszy okres był w 1996 roku, kiedy nie miałem kontraktu z Jordanem. Udało się podpisać dobry układ ze Stewartem. Tylko wtedy miałem rozmowy na temat Indycar. Poza tym, Formuła 1 non-stop.
(źródło: autosport.com)
(wacek) |