Sonik: Argentyńczycy wygrają ten rajd | Rafał Sonik: Na tle, co się działo w ostatnich dniach, to był w miarę normalny odcinek. Mój problem jest taki, jak o się okazało po pierwszym dniu, po tej „karze”, czyli że jadąc w okolicach 90 miejsca w klasyfikacji generalnej, mając przed sobą 90 motocyklistów i quadowców, praktycznie nie jestem w stanie wyprzedzać. Czasami się zdarza, że manewr wyprzedzania trwa kilometr dwa, a czasami kilkanaście, bo mamy wąskie drogi, bardzo się kurzy, no i jak już jadę za kimś w kurzu, co jedzie 10, 15…20 km/h wolniej niż ja, no to praktycznie nie jestem w stanie go wyprzedzić przez dłuższy czas, bez ryzyka, że nie wpadnę na głazy lub kamienie – a to ryzyko jest dla mnie nie do przyjęcia, wobec tego tylko na szerszych odcinkach wyprzedzam, czekam na nie…. Ale dzisiaj nie było ich za wiele. Nic pod tym względem nie dało się zwojować, a na tych szerszych odcinkach z kolei cały czas były kamienie i to takie kamienie, że strach w ogóle było szybko jechać, tak 3, 4 bieg. Najlepszym dowodem, że to było bardzo duże ryzyko jest wypadek, który widziałem. Długi czas jechałem za motocyklistą, który jak mi się zdaje zaglądnął do roadbooka/ nawigacji, bo w pewnym momencie przy około 130 km/h zakantowało go, trafił o kamień, no i prawdę powiedziawszy gdyby to ktoś kamerował to byłaby to najbardziej dramatyczna scena, jaką w życiu widziałem. Przy 130 km/h zrobił figurę w powietrzu, motocykl kilka kozłów, motocyklista w powietrzu w kurzu, a ja za sekundę musiałem przez tą chmurę przejechać – bardzo niebezpieczne i nieprzyjemne doznanie. Przy nim się zatrzymał inny motocyklista, więc się tam jakoś wspólnie zbierali, –ale prawdę powie dawszy nie zazdroszczę, nie wiem czy się połamał, nie mam pojęcia. Odcinek zróżnicowany niebardzo, trudny momentami, szybki – mi się jechało dobrze, dla kontrastu z dniem wczorajszym, gdzie droga była fatalna. Takim bardzo charakterystycznym momentem dzisiejszego dnia, po prawie 400 kilometrowej dojazdówce, którą zrobiliśmy z Fiambali do prawie Copiapo – po tej dojazdówce dopiero rozpoczynał się OS i dojechałem do startu dość szybko, bo się pośpieszyłem na tej dojazdówce – bardzo sprawnie to szło. Zaraz po mnie dojechał Juzek Machacek i mówi: „Słuchaj Rafał, tak mnie ramię boli, taki jestem pokiereszowany po tym wczorajszym upadku, że nie jestem w stanie jechać dalej – zrezygnuję, oddam kartę dzisiaj”. No i rzeczywiście, przy mnie oddała sędziom kartę – musi się wycofać, nie jest w stanie jechać dalej. To był jedyny moment, kiedy był załamany, mówił ze Łazami w oczach – a to nie jest wylewny człowiek. Umówiliśmy się, bo on jedzie z serwisem, a quada na razie zostawia w Copiapo, że się zobaczymy i będzie mi pomagał, doradzał. No cóż…. To za jego rada jechałem dzisiaj tak zachowawczo, ostrożnie. Powiedział również: „Słuchaj, przy tym, co tutaj się dzieje szansa na wygranie tego rajdu jest równa zeru, a raczej była od początku zerowa, natomiast, jeśli będziesz jechał swoim dobrym tempem to jesteś w stanie przyjechać 5,6,7…. Może 4, ale raczej 5,6”. Ja absolutnie nie chcę mówić nic na ten temat, bo rajd jest nie do wygrania po prostu – tu są takie relacje na miejscu, że z wielu różnych powodów Argentyńczycy wygrają ten rajd. Pytanie tylko kto?? Tak się od początku ułożył, nie ma co podawać jakiś sensacyjnych szczegółów, trudno tak jest i już… (kasia) |