Taranowanie w zespole VW w drodze po zwycięstwo | Na przedostatnim odcinku specjalnym Rajdu Dakar 2010 doszło do tego, czego można się było obawiać już od kilku dni. Walka pomiędzy Nasserem Al-Attiyahem i Carlosem Sainzem zaczyna być coraz bardziej zażarta i dochodzi niestety do małego rozłamu w zespole, powodem jest najprawdopodobniej zbyt agresywna jazda Katarczyka…
Od połowy rajdu sytuacja się nie zmienia, prowadzi tercet VW (Sainz, Al-Attiyah-Miller), lecz wygląda na to, że jeden z nich nie zamierza grać do końca zespołowo. Oto co się stało. Carlos Sainz jako zwycięzca poprzedniej próby wyruszył na trasę jako pierwszy i został dogoniony przez Nassera. Jadąc w niesamowicie gęstym kurzu, samochód nr. 306 rozpoczął manewr wyprzedzania i przy okazji „przyładował” w Sainza, który stracił kawałek tyłu i prawie nie wypadł z trasy. Po wyprzedzeniu, Nasser blokował „El Matadora” jadąc wężykiem. Taką historię zasłyszano na mecie próby, gdy wściekły Carlos podbiegł do Nassera i chciał wytłumaczenia zachowania swojego kolegi z zespołu – ponoć przy prędkości 150km/h! Al-Attiyah ograniczył się do „No no no no no…” i przeczącego ruchu głową. Sainz podejrzewa nawet, że VW Race Touareg 2 jego kolegi z zespołu ma lepsze osiągi. Wygląda na to, że zwycięstwo w rajdzie jest jeszcze mocno niepewną sprawą.
A co „na odcinku”? Otóż zwycięstwo odnotował Stephane Peterhansel, drugi był Nasser Al-Attiyah (+1:21), trzeci był Guerlain Chicherit (+3:45), który dzięki temu powrócił do czołowej piątki. Czwarty był Sainz (+3:53), a piąty Mark Miller (+7:29).
Po odcinku sytuacja jest bardzo napięta, Sainz lideruje z przewagą zaledwie 2 minut i 48 sekund (!!!). Pamiętajmy, że zawodnicy spędzili w kokpitach swoich rajdówek już prawie 46 godzin, taka strata to biorąc pod uwagę skalę rajdu – niemal nic. Trzeci Mark Miller nie walczy już o zwycięstwo (może to i dobrze) i ma stratę 31 minut i 48 sekund.
Wśród motocykli praca zespołowa jest dokładnie tym, czego potrzebował Pal Anders Ullevalseter. Mając mus Michelin od Despresa i „kryte plecy” przez Marca Comę, Norweg wygrał swój pierwszy oes w Rajdzie Dakar (przed Despresem (+43) i Comą (+2:46)) i wskoczył na drugie miejsce. Czwarty Lopez Contardo stracił aż 5 minut i 35 sekund, co przy jego rozpadającej się dosłownie Aprilii jest dobrym rezultatem i chyba ostatnim przejechanym szybko odcinkiem. Przypomnijmy, że jego mechanicy spawali ramę jego motoru już kilkakrotnie i rozsądnym by już było „dotoczenie” motoru do mety.
W generalce Despres ma przewagę ponad 64 minut nad Ullevalseterem i 68 nad Lopezem Contardo. Jakub Przygoński dziś pokazał się znów ze świetnej strony – siódmy na odcinku i w generalce ma już bezpieczną, ósmą pozycję. Jacek Czachor jest 16, Jarmuz 27, a Dąbrowski 34.
Wśród quadów Rafał Sonik zanotował świetny, drugi czas, choć szkoda, że przegrał o niemal 6 minut z Declerckiem. Po odcinku Krakowianin jest piąty i ma stratę do czwartej pozycji wynoszącą 7,5 minuty.
Carlos Sainz: Nasser był oczywiście z tyłu. Mnie wyprzedzały motory, jego też, więc byliśmy w kurzu. W pewnym momencie, wyprzedził mnie, uderzył i gdy znalazł się już z przodu – jechał zygzakiem! To nie jest „fair play”! Gdybym go zauważył w lusterku i zaczął robić to samo, to by mnie nie wyprzedził. Dwa dni temu jechałem w jego kurzu przez 120 kilometrów! To nie jest normalne, żeby kolega z zespołu cię taranował. Zwycięstwo w Dakarze, nie jest jeszcze przesądzone.
Nasser Al-Attiyah: Sainz nie chciał mnie przepuścić. W końcu na ostatniej prostej mi się to udało. Ale jest okej. To nie ma znaczenia! To był bardzo, bardzo szybki odcinek, nie techniczny, ale jestem i tak zadowolony. Fragment na pustyni był za krótki. Zrobię wszystko co w mojej mocy, ale może nie być to wystarczające.
Pal Anders Ullevalseter: Fantastyczny odcinek. Zacząłem trzeci i po 40 kilometrach już prowadziłem. Dzisiejsza trasa była stworzona dla dużych motocykli. Mogliśmy zaatakować, a pod koniec jechałem już ponad 160km/h. Jest perfekcyjnie!
(wacek) |